Świadectwo rodziny adopcyjnej

„Wędrówką jedną życie jest człowieka…” – napisał Edward Stachura i miał rację. Człowiek wędruje przez życie, od swych pierwszych chwil podświadomie poszukując bliskości, ciepła, czułości, akceptacji, miłości, poczucia bezpieczeństwa – tego wszystkiego co nazywamy po prostu szczęściem. Nam dwojgu dane było spotkać się 14 lat temu, kiedy to rozpoczynaliśmy naszą wspólną drogę. Dziś śmiało możemy powiedzieć, że mamy wszystko… Wszystko o czym marzyliśmy – kochającą się rodzinę, bezpieczny dom. Patrząc w oczy naszych dzieci, widzimy jak urzeczywistniają się nasze marzenia. Odwzajemniona miłość naszych dzieci, daje nam siłę i umacnia naszą rodzinę. Dlatego czujemy, że nie powinniśmy zatrzymać się w tej drodze, ani zwalniać tempa. „Na miły Bóg! Życie nie tylko po to jest, by brać. Życie nie po to, by bezczynnie trwać I aby żyć, siebie samego trzeba dać”. Te piękne słowa piosenki Stanisława Sojki towarzyszą nam od dzieciństwa lecz z biegiem czasu nabierają dla nas coraz to nowego wymiaru, coraz to nowego znaczenia. Nadszedł czas, by uczynić kolejny krok i podjąć wyzwanie podzielenia się naszym szczęściem. Jesteśmy dumni z naszych dzieci , że tak ochoczo zgodziły się podzielić swoim światem, doceniając dar rodzeństwa. Można uczyć dzieci właściwych postaw życiowych, hierarchii wartości, wyrażania uczuć, czułości, empatiigodzinami rozprawiając o nich, ale zamierzony efekt osiągniemy tylko wtedy, gdy sami potrafimy sprostać pożądanym wzorcom i stać się przykładem, gdy potrafimy swoim własnym życiem dać świadectwo słuszności ideałów, które cenimy. Jesteśmy świadomi, że nie naprawimy całego zła tego świata, a nasza decyzja o adopcji jest zaledwie kroplą w morzu potrzeb odrzuconych dzieci. Wierzymy jednak, że dla tej jednej kruchej istoty, to my staniemy się całym światem. Dla dziecka RODZICE, RODZINA, DOM to cały świat. Ten imperatyw nieustannej drogi, który sami sobie narzuciliśmy, ten nakaz podążania naprzód jest tak prosty, bo wypływa z potrzeby naszych serc, lecz jest i trudny zarazem, bo tak naprawdę nie wiemy, jakie przeszkody na tej drodze napotkamy, jak wiele cierni trzeba będzie pokonać, ile czasu upłynie, nim odpadną kolce naszego „jeżyka”. Dlatego pragniemy podzielić z Wami nasza homilią, parafrazując słowa średniowiecznego brewiarza rycerskiego: „Wykreślmy wszystko to, co złe do tej pory zapisano w księdze naszego życia – niepokój, brak wiary w siebie, kłamstwo. Na ich miejsce wpiszmy słowo „ODWAGA”. Rozpoczynając tym słowem nową podróż i podążając naprzód z ufnością w Boga, dotrzemy tam, dokąd powinniśmy dotrzeć”. Bocian namalowany przez naszą Zuzię jest dla nas symbolem nadziei i kolejnej wiosny w naszym życiu. Bociany wiją bowiem swe gniazda w miejscu bezpiecznym, dobrym dla potomstwa i tak właśnie postrzegamy nasz dom. Wiemy też, że nasze dzieci kiedyś odlecą z rodzinnego gniazda, ale tak jak bociany, będą do niego wracały, bo bociany zawsze wracają tam, gdzie jest im dobrze, gdzie czują się bezpiecznie, gdzie jest ich dom. Jak na malunku Zuzi, z wyciągniętym ramionami oczekujemy naszego kolejnego dziecka i przyrzekamy, że będziemy mu towarzyszyć dopóty, dopóki nie będzie gotowe by odlecieć do ciepłych krajów i zrobimy wszystko co w naszej mocy, by nie bało się latać. Kasia i Paweł
Facebook Twitter Google+ YouTube
© Diecezjalna Fundacja Ochrony ŻyciaProjekt i realizacja: VIP4u Zarządzanie treścią: PROBETA